Powiązania między architekturą i filmem można by rozdzielić na dwa podstawowe nurty:
analiza (krytyka) architektury poprzez medium filmowe i studium samego filmu w świetle architektonicznego dyskursu.
O ile wcześniej przytoczone przykłady wydaja się bardziej interpretować „architektoniczne przestrzenie filmowe”, tak temat dekonstrukcji jest raczej zapożyczeniem z architektury. I nie chodzi tu o scenograficzne nawiązania
do charakterystycznej stylistyki, ani o kolejne cytaty z Derridy. Brakuje nawet analogii czasowych. Jeśli postrzegać dekonstrukcję przez pryzmat zabawy konwencją czy gry
z odbiorcą, oczywiste będzie przywołanie Nowej Fali. Ale to nie Godard jest tu punktem wyjścia. Szukając paraleli między architektoniczną dekonstrukcją a jej filmowym obrazem, myślę o Antonionim, nazywanym, nomen omen, „architektem przestrzenii i czasu”.
„Przygoda”, „Powiększenie” czy „Zaćmienie”
to czysta gra z widzem. Momentami wręcz irytująca – idea fragmentacji fabuły jest jak „rozmontowana architektura” dekonstruktywistów. Tu nie ma harmonii rzeczywistości i oczywistości zdarzeń.
Antonioni zrywa z przymusem filmowej narracji, tak jak Zaha Hadid zrywa z typową przestrzenną narracją budynku. W przypadku architektury mamy umowność podziałów na pomieszczenia czy piętra, w „Przygodzie” umowna staje się chronologia wydarzeń czy konieczność kontynuacji wątku.
O ile trudno mówić o nawiązaniach Antonioniego do konceptów dekonstrukcji (różnica czasowa na korzyść reżysera), o tyle
do twórczości filmowca chętnie odnoszą się współcześni architekci. Zumthor wprost przyznaje się do powiązań z „filmowym krajobrazem”, a jego obiekty, często nasycone pustką, przypominają doskonale statyczne kadry Antonioniego, gdzie architektura – element kontemplacji – jest, tak jak czas,
ludzie, zdarzenia, kolejnym elementem rzeczywistości.
Daria Kieżun